niedziela, 24 czerwca 2018

Jeśli chcesz skrzywdzić dziecko, wyślij je do szkoły - czyli o polskim systemie edukacji


Długo zastanawiałam się nad tym, czy publikować ten wpis. Czy opowiedzieć, dlaczego tak mocno krytykuję polski system edukacji, dlaczego uważam że jest to jedno z najgorszych doświadczeń, jakie mogą spotkać w życiu młodego człowieka? Czy napisać o tym, jak szkoła zabija kreatywność, pasję, próbując stworzyć miliony podobnie myślących ludzi? Tak jak opowiadam o tym wielu osobom które spotykam, tak postanowiłam opowiedzieć tutaj o tym, dlaczego nigdy więcej nie będę nauczycielem w szkole, która wpisuje się w polski system.


Wyobraźcie sobie pierwszoklasistę, który idzie pierwszego września do szkoły. Radosny, ciekawy i pełen wiary w to, że przed nim najciekawsza z przygód. Pełen zapału wchodzi do klasy... i w tym momencie rozpoczyna się mozolne niszczenie tego wszystkiego, co mogło zaprocentować w przyszłości. Kilka lat później, a bardzo często kilka miesięcy później ten sam pierwszoklasista z coraz mniejszym entuzjazmem wstaje rano z łóżka, a pójście do szkoły traktuje jak przykry obowiązek. Ten sam pierwszoklasista przestaje chcieć się dowiadywać, a naukę traktuje jak zło konieczne. Radość zamienia się w zmęczenie, a pierwotna chęć współpracy w bunt i niechęć. Wiara w siebie i poczucie możliwości zmieniania świata na lepsze ustępuje miejsca poczuciu bezradności i niemożności kierowania własnym losem. Kreatywność powoli zanika, a jej miejsce zastępują wyuczone schematy. Wartość jednostki mierzona jest ocenami i tak zwanymi "osiągnięciami szkolnymi", które ustalane są dla wszystkich - nie uwzględniając tego, że każdy jest inny.

To ostatnie - czyli oceny - to pierwszy z czynników, który krzywdzi młode umysły.  O ile na początkowych etapach edukacji nie jest to bardzo dotkliwe, o tyle na dalszych już mocniej wpływa na ucznia. Ocena - to coś, co ma za zadanie WARTOŚCIOWANIE. Wskazywanie na to, co jest lepsze, co gorsze; co mocniejsze, a co słabsze. Mądra ocena potrafi zrobić dużo dobrego, jeśli jest informacją zwrotną na temat tego, co jest dobre, a nad czym należy popracować, by było lepiej. Mądra ocena to ta, która bierze pod uwagę nie tylko efekt, ale i proces. Oceny w polskich szkołach nie mają nic wspólnego ze słowem mądrość. Po pierwsze oceniają tylko i wyłącznie wiedzę. Umiejętność myślenia, wyciągania wniosków, oryginalne podejście nie ma żadnego znaczenia. Uczeń ma umieć, nie myśleć. Często spotykam się z tym, że uczniowie zadający dużo pytań są uważani za problematycznych, bo nie podporządkowują się schematowi, w którym nauczyciel podaje wiedzę, uczeń ją przyswaja. Własne zdanie na jakiś temat jest mniej ważne, niż konkretna wiedza. Owszem, wiedzę warto mieć. Uważam, że ogólna wiedza jest ważna. Jednak zdecydowanie nie mniej ważna, niż umiejętność samodzielnego myślenia! To tę umiejętność należy ze starannością kształcić. Drugą kwestią, z którą się nie potrafię pogodzić jest fakt, że najważniejsze są efekty pracy. Nie jest ważne, że uczeń mniej zdolny z danego przedmiotu włożył ogromny wysiłek w wykonaną pracę, mimo że efekt jest średni. To efekt jest oceniany. Inny uczeń, naprawdę zdolny, poświecił na tę samą pracę dużo mniej czasu. Jednak jego ocena jest lepsza. Bardzo szybko skutkiem takiego oceniania jest zniechęcenie ciężko pracującego, gdyż wysiłek włożony w pracę nie został doceniony. Na tych właśnie ocenach, wystawianych w tak niesprawiedliwy sposób, budowane jest poczucie wartości ucznia. Bo przecież nikt nie zapyta, czy rozwija swoje zdolności literackie czy sportowe. Podstawowym pytaniem jest: "jaka jest twoja średnia"? Średnia, która o niczym nie mówi. Jedynie o tym, ile dany uczeń jest w stanie "włożyć do głowy". Znam całą masę ludzi, którzy w biegu za paskiem na świadectwie zgubili to, co tak naprawdę kochali robić. Jedna słabsza ocena zabijała ich poczucie własnej wartości i sprawiała, że przestawali w siebie wierzyć. Szkoda że nikt im nie powiedział, że trója z matmy czy polskiego nie jest istotna, jeśli mają w życiu coś, co sprawia im radość i jeśli do robienia tego w przyszłości dążą. Szkoda że nikt nie dał im przyzwolenia na troszkę większe odpuszczenie jakiś dziedzin po to, by stać się geniuszem w jednej, by osiągnąć coś wielkiego, czego nie da się osiągnąć, dzieląc swoje siły na milion wcale nie tak ważnych zadań. To wszystko dla nic nie znaczących piątek. W dalszym życiu nikt nie zapyta, czy na świadectwie od góry do dołu były piątki i szóstki. W przyszłości, która nadchodzi po zakończeniu edukacji trzeba pracować. Może to być praca sprawiająca radość, pasja, a może być taka, która jest skutkiem dążenia do bezsensownego bycia najlepszym we wszystkim - czyli tak naprawdę przeciętnym w każdej dziedzinie. Kreatywność nie jest cechą pożądaną i rozwijaną w szkole, bo łatwiej jest panować nad armią podobnie myślących osób- tak, jak jest wygodnie dla systemu. I wiecie co? Uważam, że oceny w skali stopniowania powinny zostać zniesione zupełnie. Jedyną formą jakiegokolwiek oceniana powinna być informacja zwrotna, która zawierałaby w sobie to, co jest dobre jak i to, nad czym należy jeszcze popracować. To miałoby prawdziwy sens, jeśli ocena rzeczywiście ma pomagać uczniowi, a nie tylko stresować  go i krzywdzić.

Kolejną kwestią, której nie mogę znieść w szkole, jest relacja ucznia z nauczycielem. Nie jest to relacja symetryczna. Uczeń ma szanować nauczyciela, ale nauczyciel ucznia niekoniecznie. Uczeń ma nauczyciela słuchać, ale nauczyciel często ignoruje to, co uczeń na do powiedzenia. Brakuje w tym wszystkim podejścia partnerskiego - czyli takiego, gdzie obie strony liczą się z sobą i mają tyle samo do powiedzenia. W tym wszystkim dużą rolę odgrywa fakt, że uczeń traktowany jest jako osoba, która nie wie, co jest dla niej dobre. Dorośli przywłaszczyli sobie prawo wskazywania drogi, która według nich jest właściwa dla młodego człowieka. I ten drugi najwcześniej nie ma tutaj nic do powiedzenia. Traktowany jest jak przedmiot, którym można rozporządzać. Jak bezmyślne stworzenie, którym można dyrygować, byle tylko się nie sprzeciwiał. Nie dziwię się, że w szkołach jest wysyp buntujących się uczniów. Tylko w taki sposób potrafią podkreślać, że są odrębnymi istnieniami, które tak naprawdę często lepiej od dorosłych wiedzą, co dla nich lepsze. I gdyby tak zaufać i pozwolić podejmować takie decyzje, jakie sami uznają za dobre, a potem pozwalać mierzyć się z konsekwencjami decyzji, było by to cenniejsze niż setki wydawanych poleceń, które teoretycznie mają skierować na dobrą drogę. Wiara w młodego człowieka to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jaką może otrzymać od dorosłego człowieka. Wiara nauczyciela w ucznia potrafi zrobić więcej dobrego, niż wygórowane wymagania. Nauczyciel idący obok, a nie przed, to prawdziwy skarb.

I tutaj koniecznie muszę podkreślić to, że nie obwiniam nauczycieli za taki stan rzeczy, gdyż sami stają się ofiarami systemu. Ile razy inicjatywa młodego nauczyciela jest zabijana, bo nie jest zgodna z tym, czego oczekują wszyscy wokół... Tyle razy, żeby zrozumiał, że nie ma miejsca na kreatywność, na twórcze podejście w pracy. Tyle razy, żeby wiedział, że każde wyjście poza schemat zostanie skrytykowane i zablokowane. Nietrudno w takiej sytuacji o utratę zapału, podporządkowanie się i stanie się częścią tego zabijającego wszystko, co dobre, systemu. Dobro szkoły, renoma budowana na ocenach jest ważniejsza, niż szczęśliwi uczniowie którzy wiedzą, czego chcą. A dążenie do wypełnienia podstawy programowej ogranicza wszelkie inicjatywy, które mogłyby ubogacić ucznia bardziej, niż niejedna lekcja spędzona w ławce. I naprawdę, bardzo współczuję nauczycielom, którzy muszą iść do klas liczących ponad dwadzieścia osób, gdzie skrzywdzeni przez system uczniowie nie okazują chęci do współpracy, gdzie co druga lekcja to walka o przeprowadzenie zajęć i o przetrwanie. Sama tego doświadczałam. Jestem pełna podziwu dla tych osób które czują powołanie, by pracować w takim miejscu.

Myślę, że bardzo duże znaczenie w tym wszystkim ma to, jak społeczeństwo traktuje dziecko. U nas niestety często jest tak, że jest ono "własnością" dorosłego, a nie odrębną jednostką, która myśl i ma prawo o sobie decydować w dużo szerszym zakresie, niż obecnie. Wina jest w tym, że dorośli wartościują dzieci nie poprzez ich indywidualne, dobre cechy, ale poprzez oceny i osiągnięcia szkolne. Bardzo dużo psuje ogromny brak zaufania i wiary w mądrość najmłodszych, ignorowanie ich zdania i opinii oraz rozkazywanie, zamiast rozmowy i zrozumienia.

I powiem to, co powiedział już przede mną Janusz Korczak, co powiedział Alexander Neil. W dzieci TRZEBA UWIERZYĆ. Tak po prostu. Trzeba dać im możliwość podejmowania decyzji, trzeba ich decyzje szanować. Dzieci mają prawo do tego, by czuły się kochane nie za, ale pomimo. Nie za piątki, ale pomimo trójek. Dziecko to mały dorosły, a nie bezrozumna istota. Wystarczy poczytać o szkołach edukacji demokratycznej, które zyskują powoli na popularności. Tymi szkołami zarządzają uczniowie. To oni głosują, ustalają zasady i wcale nie są mniej ważni, niż nauczyciele. To oni decydują o losach szkoły, o swoich losach. I tak, to działa. Okazuje się, że kiedy uwierzy się w dziecko i da mu wolność, potrafi ono podejmować naprawdę dobre decyzje. Ale to wszystko zależy od nas, dorosłych. Od rodziców, nauczycieli zależy, czy dziecko będzie wierzyło w siebie i w swoje możliwości. Czy wyrośnie na człowieka który wierzy w to, że porażki to część życia, że błędy to bardzo ludzka sprawa; że nie one wyznaczają wartość człowieka.

To nie ostatni wpis na taki temat. Łatwo jest krytykować, trudniej przedstawić alternatywę.  Ja tę alternatywę już od dawna mam. Będę stopniowo o niej opowiadać, sięgając do wcześniej wspomnianych pedagogów, którzy są dla mnie niepodważalnymi wzorami. Opowiem o tym, dlaczego dzieci nie muszą być grzeczne i posłuszne. O tym, jak potrafią samodzielnie decydować o swojej edukacji, już od najmłodszych lat. I o wielu naprawdę istotnych sprawach.

Dodam na końcu, że znam całą masę nauczycieli, którzy naprawdę mają chęci, którzy starają się i dla których uczniowie są najważniejsi. Ten tekst nie miał na celu krytykowania i atakowania osób uczących, a jedynie systemu, który zmusza do wielu niechcianych przez nich zachowań i decyzji.

47 komentarzy:

  1. Ktoś w końcu o tym powiedział!!! Nareszcie!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo odważnie. Jestem nauczycielem i podpisuje się pod tymi słowami!

    OdpowiedzUsuń
  3. W stu procentach się zgadzam, ale niewiele jest takich osób, które mówi o tym głośno. Ja na przykład jestem wyniszczona już przez szkołę, a przede mną jeszcze ostatni rok nauki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na studiach pedagogicznych bardzo dużo osób przedstawia ten sam punkt widzenia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, na studiach i ja szerzej na to wszystko spojrzałam ;)

      Usuń
  5. Tak Tak Tak ! a już myślałam że to ja mam tylko taki pogląd o systemie edukacji. Ja edukację skonczylam calkiem nie dawno. Byłam uczennicą słabą, miałam duże kłopoty z nadązeniem nad programem i miałam luki od podstawówki z racji tego iż często chorowałam. Zawsze bolało mnie to że pomimo moich starań i chęci przyswojenia danego materiału np z matmy bo ztego miałam najwiecej kłopotu to i tak byłam zdeptywana ocenami albo 1 albo ledwo 2, dopiero później sama doszłam do tego że ocena to tylko liczba nic nie znacząca tak naprawdę, tłumaczyłam sobie w poźnjejszych etapach edukacji że wystarczy mi to by bylo dostać promocje do następnej klasy. Promocje ! jak to wgl brzmi ? zauważyłaś ? Uczeń nie czuje wtedy że coś mu się należy z jego chęci i wiary w to że tą naszą wiedze szkolną przyswqja tylko dowiaduje się z świadectwa że dostał promocje. Dla mnie te świadectwa powinny zniknąć albo znacząco się zmienić na odpowiedni papier wykazujący że się dziecko czegoś nauczyło. W szkołach powinny być programy które pomagają młodym ludziom dorosnąć do naszego co raz to trudniejszego życia. Oczywiście przedmioty jak J. polski Historia czy Matematyka powinny zostać bo to jeszcze nas jakoś kreuje, ale matma powinna uczyć logicznego myślenia a nie wbijania schematów na pamięć by dane działanie miało dobry wynik. Myślę że to co napisałaś jest prawdą wielką prawdą i że dużo osób tak myśli ale się boją do tego przyznać lub żyją wg schematów. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, te wszystkie schematy... ja się wkurzałam, jak na matmie obliczałam coś po swojemu, wynik był dobry, ale sposób niezgodny ze schematem...

      Usuń
  6. Kilka tez jest bzdurnych. Z jakiej racji należy nagradzać wyższą oceną dziecka, jeśli nie prowadzi on do lepszego efektu? Sorry, ale w przyszłości w pracy nikogo nie będzie obchodzić, czy poswiecil na zadanie 5 minut, czy 5 godzin, ważne, żeby końcowy efekt był taki, jak należy. Jeśli nie umiesz zrobić zadania dobrze, nie ma znaczenia, jak bardzo się starasz.

    Dalej - pogląd, że dziecko lepiej wie, co dla niego dobre, jest również śmieszny. Być może jest niewielki margines dzieci dojrzałych, u których to zadziała. Resztą trzeba kierować, jeśli nie chcemy mieć potem bandy leniwych rozwydrzonych nastolatków mających wszystko gdzieś. Nawet jeśli oznacza to, że mamy nimi sterować i mówić im, co jest dla nich dobre.

    Po trzecie - wiedza jest ważniejsza niż kreatywność. Tak po prostu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę zgodzić się z tym, że wiedza jest ważniejsza niż kreatywność... Człowiek, który ma samą wiedzę, ale niczego nie potrafi zaproponować sam, będzie miał w życiu trudniej. W większości zawodów kreatywność, nowe projekty, pomysły i propozycje są cenniejsze, niż tylko wiedza.

      Polecam zapoznać się z ideą edukacji demokratycznej i jej efektami - pokazuje to, że dzieckiem nie trzeba kierować jak bezmyślnym robotem.

      O ocenach nie będę już pisała bo w tym tekście sporo o nich napisałam i zdania nie zmieniam.

      Usuń
  7. Zgadzam się z każdym słowem. A komentarz powyżej pokazuje własnie dokładnie, jak myśli osoba uwikłana w system.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nasz system edukacji jest rzeczywiście daleki od doskonałego, ale lepszy taki niż żaden ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiś na pewno musi być. A lepszy lepszy, niż taki, jak jest XD

      Usuń
  9. Rzadko ktoś o tym temacie wypowiada się głośno - niestety. Moim zdaniem jest wiele do poprawienia w systemie edukacji, ale moja przedmówczyni ma nieco racji - lepiej taki, niż nie miałoby go być w ogóle! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja uważam, że lepszy dobry, niż taki, jaki mamy... bo jest naprawdę słaby.

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo ważny temat ! Nie często poruszany ! Zgadzam się z Tb

    OdpowiedzUsuń
  12. Zgadzam się z Tobą na 100%. Nasza polska edukacja nie jest dobrze zorganizowana :(

    OdpowiedzUsuń
  13. W samo sedno! W końcu ktoś o tym napisał 😌 brawo!

    OdpowiedzUsuń
  14. Zgadzam się z Tobą pomimo tego, że sama w szkole pracuję, a właściwie nie pomimo tego, ale właśnie dlatego. Dziecko niestety nie zawsze jest podmiotem, często traktowane jest przedmiotowo. Już na początku edukacyjnej drogi często podcina się dzieciom skrzydła. Mojemu dziecku też je podcięto.Jednak oparcie miał we mnie, pozwoliłam mu wybierać i zawsze w niego wierzyłam i to teraz procentuje :). Nasz system oświaty i przerost aspiracji niektórych rodziców = koszmarne dzieciństwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, mądry rodzic to naprawdę ogromnie ważna kwestia... Gratuluję pięknego podejścia! :)

      Usuń
  15. Świetny temat...tak jak piszesz, uczeń musi "podporządkować" się nauczycielowi i mimo że ma własne zdanie to lepiej aby go nie wypowiadał :(

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo odważny wpis, ale jakże prawdziwy. Boję się jak to będzie, kiedy mój mały chłopczyk pójdzie do przedszkola, a później do szkoły. We mnie szkoła zabiła kreatywność, nie nauczyła mnie jak radzić sobie w dorosłym życiu i zniszczyła pewność siebie. Będę więc za wszelką cenę starać się o to, by nauczyć moje dzieci tego, czego szkoła nie była w stanie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Odważnie i bardzo prawdziwie (niestety) napisane.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mamo, jaki świetny wpis. Ze mną tak było w liceum gdzie był okropny wyścig szczurów a jeszcze gorzej na studiach gdzie rozkładali każdy temat na czynniki pierwsze. Znienawidzilam wszystko co kocham.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jakie to jest mądre i prawdziwe! Podziwiam odwagę. Jetem nauczycielką i balabym sięnapisać o czymś takim.

    OdpowiedzUsuń
  20. Nasz system edukacji nie spełnia niestety swoich podstawowych zadań.

    OdpowiedzUsuń
  21. A ja się z wieloma kwestiami nie zgadzam. Podpisuję się pod komentarzem z godziny 11:00. Jestem nauczycielem z pasją nie tylko w naszym niewydolnym systemie. Dorosło pokolenie ludzi roszczeniowych a teraz w młodym ludziom wkładamy do głowy, że powinni być nie tylko roszczeniowi ale i robić to co chcą. Tylko jednostki są kreatywne i odpowiedzialne. Większość ludzi idzie po najmniejszej linii oporu. Można oszukać system bez problemu tylko trzeba chcieć. Muszą chcieć rodzice, dzieci i nauczyciele. Wiele razy na lekcjach przyrody, biologii czy chemii dzieją się fascynujące rzeczy i wiele razy słyszę, że w domu nikt o tym słuchać nie chciał. Wszyscy pędzimy ale dzieci do nauki motywują głównie rodzice.

    OdpowiedzUsuń
  22. Mi najbardziej w tym całym systemie przeszkadza to, że dzieci są od małego uczone jak mają myśleć szablonowo. Kiedy jakieś wykazuje własny pomysł nawet jeśli niezgodny z oczekiwaniem to jest besztane i boi się wyrażać swoje opinie i myśli jeśli nie jest to kopiuj wklej z podręcznika.

    OdpowiedzUsuń
  23. W sunie to mi na naszą oświatę brak słów :-(

    OdpowiedzUsuń
  24. Dobrze, że w końcu ktoś odważył się napisać prawdę :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Wow, bardzo odważny wpis! Zgadzam się z tobą po części ponieważ wiem na swoim przykładzie na początku dużo sił i zapał a teraz uczę się bo to jest obowiązek. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  26. Niestety polski system edykacji nie jest najlepszy... mam nadzieje że gdy będę miala dzieci to się to zmieni. Oby tak było.

    OdpowiedzUsuń
  27. Nie zgadzam się, nauczyciele są różni szkoły także, etap opisywany to Dojrzewanie. Tak może nie zawsze szkoła nam to ułatwia jednak ona nas ma edukować i uczyc zycia, gdy rzuca kłody pod nogi to po to by przygotować nas na przyszłość. W zyciu dorosłym nie jest równie kolorowo, ludzie są różni. Szkole można wybrać, zmienic, a z nauczycielem porozmawiać, jest wiele możliwości. Szkoła uczy przede wszystkim zycia i kontaktów między ludzkich,przystosowywania się do środowiska. Jeśli ktoś jest silny przebrnie przez to, jasne nie bez śladów na psychice ale idealnie nigdy nie będzie .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoła nie uczy życia. A jeśli uczy kontaktów międzyludzkich, to nie tych, które są najzdrowsze. Niestety. Prawdziwa, dobra szkoła powinna uczyć tego, że uczeń jest naprawdę w stanie sobie z wszystkim poradzić, bo jest dobry, bo jest wartościowy i ma możliwości panowania nad swoim życiem. Niestety bardzo mało jest szkół w Polsce, które właśnie tak oddziałują.

      Usuń
  28. Fajnie, że ktoś to napisał. Ja już niestety jestem zniszczona przez ten chory system. Co z tego, że mam pasek po ukończeniu gimnazjum? Celujące, bardzo dobre? Z przedmiotu na którym mi zależało najbardziej, to jest biologia, mam dobrą.

    OdpowiedzUsuń
  29. najgorsze jest to, że o zmianach w systemie nauczania decydują ludzie, którzy nie są nauczycielami, nie pracują z młodzieżą i dziećmi i nie mają pojęcia o potrzebach! Tworzymy pokolenie idiotów, którzy nie będą potrafili samodzielnie myśleć... czyżby taki był cel!?

    OdpowiedzUsuń
  30. Świetnie napisane - trafiłaś w samo sedno! Nasze twórcze myślenie jest zabijane przez ten chory system oświaty!

    OdpowiedzUsuń
  31. Jak zawsze w takich spornych tematach panują podzielone zdanie. System może i jest beznadziejny, jednak dzieciaki są pod opieką nauczycieli, a nie bezumyslowych robotów. Dobry i inteligenty belfer potrafi wypośrodkować bzdury od faktów. Nie potrzebnie też panikujesz słowami- kolejne pokolenie idiotów itp, spójrzmy na uczniów innych europejskich miast, jakie mają braki! Pomijam już, że jest coś takiego jak dom rodzinnym, w którym można dzieciom przekazać pożyteczna wiedzenia i punkt patrzenia! Coraz więcej interaktywnych muzeów, centrum nauki itp. Idąc tym tokiem myślenia,studia też sa nic nie warte, wykłady z prezentacji multimedialnych i tyle. Wszystko zależy od nas samych- zarówno w roli dziecka, rodzica itp. Kończyłam polską, publiczna szkole nie dawno- i nie przepraszam-nie czuje się idiotą. A nauczyciele łamali nie raz system wskazując na jego niedoskonałości. Nikt głowy za to jie stracił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdzie w tekście nie użyłam stwierdzenia "pokolenie idiotów". Po pierwsze nie wyrażam się w taki sposób, po drugie wcale tak nie sądzę .

      Usuń
  32. Mam takie samo zdanie o ocenach. Zawsze uważałam, że powinno się zmienić system oceniania w szkołach.

    OdpowiedzUsuń
  33. Opisałaś wszystko tak jak to wygląda...niestety... mam takie samo zdanie

    OdpowiedzUsuń
  34. Oo w końcu ktoś powiedział co o tym sądzi 😁

    OdpowiedzUsuń
  35. O jej, jakie to mądre, jakie prawdziwe! Nie wiem ile masz lat autorko, ale to bardzo dojrzałe, otwarte podejście, jestem pod wrażeniem! (ze zdjęć wnioskuję, że lat niewiele, tym bardziej jestem pod wrażeniem)

    OdpowiedzUsuń
  36. Zgadzam się z Tobą w stu procentach i całe szczęście nie mam dzieci i nie muszę na to wszystko patrzeć na co dzień!

    OdpowiedzUsuń
  37. Polski system edukacji jest tragiczny ale mysle ze nie posłanie dziecka do szkoły wciaz jest bardziej krzywdzące niż posłanie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy. Można to fajnie obejść - edukacja domowa, a dziecko dać do szkoły edukacji alternatywnej, która prawnie nie jest jako szkoła, ale naprawdę może nauczyć więcej niż systemowa ;)

      Usuń
  38. tja, ja się nigdy nie spotkałam z większą niesprawiedliwością niż w szkole... wiele ocen zależy od sympatii nauczyciela... ;v

    OdpowiedzUsuń