czwartek, 7 maja 2020

Twoje niemowlę nie wymusza - o potrzebach psychicznych dziecka

Dziś nie będzie długo - ale na prośbę kilku osób postanowiłam napisać parę słów o psychice niemowlaka.

"Dopóki śmierć kosiła położnice, niewiele myślano o noworodku. Dostrzeżono go, gdy aseptyka i technika pomocy zabezpieczyły życie matki. Dopóki śmierć kosiła niemowlęta, cała uwaga nauki skierowana być musiała na flaszkę i pieluchę. Teraz może niezadługo już obok wegetacyjnego dostrzeżemy wyraźnie to drugie oblicze, życie i rozwój psychiczny dziecka do roku. Co do tej pory zrobiono, nie jest jeszcze początkiem drogi." - kiedy pierwszy raz przeczytałam te słowa Janusza Korczaka, długo zastanawiałam się, czy długą drogę przebyliśmy już od czasów, gdy padły te słowa. Czy ten początek drogi już jest daleko za nami, czy jednak jeszcze dużo zostało do zrobienia. I jednego jestem pewna - aktualne pokolenie rodziców to to, które świadomiej podchodzi do niemowlaka i jego potrzeb psychicznych. Jednak mimo wszystko, długa droga jeszcze przed nami. Dużo czasu musi minąć, aż trenerzy dzieci nie będą mieli pracy. Aż spanikowane mamy będą postępować bardziej tak, jak podpowie im intuicja, niż głosy osób będących zwolennikami tak zwanego "zimnego chowu".

Ale zacznijmy od początku. Noworodek pojawia się na świecie, który jest dla niego zupełnie nowy, niezrozumiały. Tak bardzo różny od spokojnego, ciepłego, przewidywalnego brzuszka mamy. I właśnie ta mama jest dla niego głównym punktem zaczepienia - dlatego na początku najchętniej by się z nią nie rozstawał. Ciepło mamy, jej zapach, głos, bicie serca - wszystko to jest tak znajome, że daje ogromne poczucie bezpieczeństwa. Są niemowlęta, które przez pierwsze trzy miesiące życia (tak zwany czwarty trymestr, kiedy to mózg dziecka przystosowuje się do życia poza brzuchem mamy) ciągle chcą być przy mamie. Bez przerwy. I nie świadczy to o niczym złym - jest normalną potrzebą. Jeśli nic złego się z dzieckiem nie dzieje, nie ma potrzeby, by szukać przyczyn. Jednak często młoda mama otrzymuje masę porad od osób nie znających się na rozwoju niemowlaka, które mogą skutkować zakończeniem karmienia piersią (nie najada się, dlatego tak ciągle chce być przy piersi), wypłakaniem dziecka (bo przecież nie można pozwolić, żeby rządziło rodzicami), ogólnym uniewrażliwieniem na potrzeby (ustaw dziecko pod siebie, żeby tobie było wygodnie). I choć często mądra intuiacja podpowiada inaczej, bywa (całe szczęście nie zawsze), że młoda mama "dla dobra dziecka", żeby "dziecka nie zepsuć", słucha tych rad i nieświadomie wyrządza dziecku ogromną krzywdę. Jaką? Dziecko, którego potrzeby są ignorowane, nie czuje się ważne, nie odbiera świata jako miejsca, gdzie jest bezpieczne i gdzie przetrwa. Płacz ma na celu komunikować, że dzieje się coś złego, że dziecko potrzebuje pomocy - bo jest głodne, a samo się nie nakarmi. Bo ma mokro, a samo się nie przewinie. Bo się boi, a w ramionach mamy jest tak bezpiecznie. Wypłakiwanie dziecko ma poczucie, że jest zostawione samo sobie w niebezpiecznym świecie. Że choć woła, opiekun nie nadchodzi, więc pozostaje tylko czekać na śmierć. To wszystko koduje się w podświadomości dziecka i wypywa na rodzaj więzi, jaki nawiązuje ono z matką. Więzi, która wpływa na całe życie 
Stres, którego takie niemowlę doświadcza, także zostawia ślady. Jestem pewna, że osoby doradzające wypłakanie dziecka, jak i te wypłakujące, nie mają pojęcia o tym, jak odbiera to dziecko. Wątpię, że z premedytacją skazałyby je na takie cierpienie. Nerwica u dzieci i inne tego typu zaburzenia mogą brać początek właśnie w takich sytuacjach. 

Niemowlę nie przesypia nocy, nie zasypia samo - kolejne problemy, nad którym głowią się rodzice, co bardzo chętnie wykorzystują tak zwani trenerzy snu. Trenowanie dziecka w jakikolwiek sposób jest moim zdaniem nieludzkie. To sprowadzenie jedynego, wyjątkowego, innego niż wszystkie istnienia do roli przedmiotu, który można ustawić, jak się chce. Bez uwzględnienia tego, że dziecko jest indywidualnością, że nie musi być takie, jakie być powinno według rodziców, żeby żyło im się z dzieckiem wygodnie. I taki trener przedstawi rodzicom cały schemat, który mają stosować - wychodzić z pokoju w którym dziecko zasypia, nie reagować na płacz, reagować z opóźnieniem... A niech się nauczy. Owszem, w końcu się nauczy. Że kochana mama, taka ciepła, pełna miłości w dzień, staje się niedostępną, zimną nieznajomą w nocy. Albo po prostu znika, nie ma jej. A dziecko musi radzić sobie samo, bez poczucia że jest ktoś kto czuwa i spełni potrzeby. Nawet deliaktniejsze metody nauki samodzielnego zasypiania powinny zostać odstawione w kąt. Jedyną prawidłową dla zdrowia psychicznego reakcją na nocne pobudki powinna być obecność rodzica w takim stopniu, w jakim dziecko jej potrzebuje. Reakcja powinna być odpowiedzią na potrzebę, brak reakcji lub zostawianie dziecka jest niezaspokojeniem potrzeby. Dlatego nie bojcie się rodzice, Wasze dziecko nie będzie zasypiało przy piersi do osiemnastki, a już niedługo to Wy będziecie próbowali ściągnąć je z łóżka. W tym momencie nie ma nic złego w pobudkach, w nocnych karmieniach, w zasypianiu na rękach, przy piersi - choć wiem, że Wam jest ciężko. Jednak dla niemowlaka to ogromnie ważne, żeby rodzic był dostępny i czuły na potrzeby.

Co jest jeszcze ważne? Nie ma jednego schematu. Każde dziecko jest inne i nie można wymagać, żeby zachowywało się tak, jak dorośli tego chcą. Jedno niemowlę chętnie pójdzie na ręce do każdego, kto je będzie chciał wziąć. Inne będzie nieszczęśliwe w innych ramionach niż mamy i taty, nawet jak są to ramiona bliskich osób. Jedno dziecko będzie się pół dnia samo bawiło na macie, inne wymagało ciągłej obecności rodzica. Jedno pół dnia spędzi na rękach czy w chuście, a inne woli samo leżeć i obserwować. Każde dziecko jest inne, każde ma bogate życie psychiczne. Nie jest tylko biologicznym bytem, który można przystosować do siebie, zaprogramować tak, żeby było wygodnie. Nie ma jednej instrukcji obsługi do każdego niemowlaka. Każdy ma swoją, indywidualną, która może się zmieniać. A zdaniem rodziców jest uważność na potrzeby, na dziecko. I reagowanie. Jeszcze raz na koniec powtórzę - nie da się zepsuć dziecka, reagując adekwatnie do potrzeb. Ale można je mocno skrzywdzić, próbując programować pod wygodę rodziców, trenując i zmieniając na siłę.

A co Wy sądzicie, jak aktualne są dziś słowa Janusza Korczaka, czy dużo się zmieniło od jego czasów? 

19 komentarzy:

  1. Jak zawsze w punkt. Myślę, że starsze pokolenie jeszcze sporo miesza w tym temacie. Ale młodsze już coraz mocniej to zmienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zmian jest na szczęście sporo, aktualnie rodzice są coraz bardziej świadomi tego wszystkiego :)

      Usuń
  2. Wędrówki po kuchni7 maja 2020 14:41

    Super tekst i powinno przeczytać go jak największe grono!Chętnie go udostępnie

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mądry tekst.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe spojrzenie na tę sprawę! Ale to też pokazuje, jak mocne są różnice pomiędzy pokoleniami ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam całą listę osób, którym wyślę ten wpis ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. On chyba zawsze będzie aktualny, mi się wydaje, że dziecko przez takie "wymuszanie" buduje obraz więzi jaka łączy je z rodzicem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziecko przez płacz komunikuje po prostu swoje potrzeby :)

      Usuń
  7. Bardzo ciekawy artykuł.

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam 3 wymuszaczy, ale nieco starszych :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Wychowanie dziecka do droga pełna wybojów. Dlatego wielkie brawa dla wszystkich oddanych, kochających mam. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj wychowanie dziecka to na pewno nie łatwa sprawa, ale mnie to jeszcze nie tyczy

    OdpowiedzUsuń
  11. Całe szczęście, że młode mamy coraz częściej "myślą" i nie opierają się tylko na opiniach z internetu albo słowach babć..

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakie to prawdziwe i mądre!

    OdpowiedzUsuń