poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Solidarnie z tymi, którzy zostali z uczniami

Najpierw planowałam w ogóle nie pisać o strajku nauczycieli. Kiedy napisałam, miał to być jedyny wpis związany z tym tematem. Ale niestety są pewne kwestie, których nie mogę przemilczeć. 

Jak wspominałam we wcześniejszym wpisie na ten temat, popieram to, że nauczyciele chcą w końcu godnie zarabiać. Dlatego też rozumiem, że walczą o to, strajkując - mają do tego pełne prawo. Prawo do podjęcia decyzji o dołączeniu do strajku, do rezygnacji z niego, oraz do zawieszenia go. A każda z tych decyzji powinna być podjęta w wolności, zgodnie z sumieniem. Jednak jak się niestety okazuje, nie jest to oczywiste dla wszystkich. Coraz częściej osoby niebiorące w nim udziału lub zawieszające strajk na czas egzaminów są ofiarami ogromnej agresji ze strony strajkujących, którzy nie potrafią z postawą szanującego wolność innych nauczyciela zaakceptować tego, że ktoś może myśleć inaczej. 

Ale zacznę od początku. Już w czasie rozmów o strajku nauczyciele zadecydowali, że czas egzaminów to ten moment, w którym uderzenie może być najmocniejsze, najboleśniejsze (szkoda, że głównie dla uczniów - ale o tym w dalszej części wpisu). Nie wszyscy zgadzali się jednak z tym, że należy utrudniać egzaminy - jednak takie głosy ginęły wśród pozostałych, reagujących agresją na propozycje typu przerwanie strajku dla dobra uczniów. I nadszedł ten moment, kiedy wiele szkół przystąpiło do akcji protestowej. Wtedy właśnie napisałam swój pierwszy wpis na ten temat - nie miałam wtedy pojęcia, jak rozwinie się sytuacja.

Część nauczycieli za wszelką cenę nie chciała dopuścić do tego, by doszło do egzaminów. Pojawiały się propozycje, by strajk zmienił się w strajk okupacyjny (uczniowie nie mogliby wejść do szkoły), pojawiły się pomysły na to, jak mocno uprzykrzyć życie tak zwanym "łamistrajkom" (często osobom, które generalnie brały udział w strajku, ale zawieszały go na czas egzaminów). I to im właśnie obrywa się najbardziej - pojawiają się w szkołach transparenty, wierszyki i hasła obrażające ich, po egzaminach czekają na nich ubrani na czarno strajkujący, stojący po obu stronach, robiący korytarz w milczeniu... O wyzwiskach rzucanych personalnie czy milczeniu na widok niestrajkujących nie wspomnę. I kiedy tak czytałam i czytałam na grupach nauczycielskich o kolejnych pomysłach, których realizacja miała pomóc w szykanowaniu koleżanek i kolegów, którzy w WOLNOŚCI podjęli decyzję o pozostaniu z uczniami w tak ważnych dla nich momentach, byłam coraz mocniej przerażona. Zaczęłam mocno zastanawiać się, kto tak naprawdę uczy w szkołach, i dlaczego te osoby nazywają siebie NAUCZYCIELAMI (kimś, kto prowadzi...). I robią to wszystko na oczach uczniów, dla których powinni być autorytetem. Zanim jednak pociągnę ten watek, napiszę o jeszcze jednej sprawie, która ostatecznie zaważyła na tym, że postanowiłam po raz kolejny podjąć na ten temat.

Matury. Kiedy okazało się, że egzamin gimnazjalny odbył się niemalże bez przeszkód, kiedy egzaminy kończące szkołę podstawową też nie były zagrożone, część strajkujących nauczycieli zaczęła nawoływać do... zablokowania klasyfikacji maturzystów. A co tam, niech sobie rok poczekają w zrobieniu ogromnie ważnego kroku w przyszłość. Pojawiły się grupy, które miały na celu motywować nauczycieli, by rzeczywiście utrudnili przystąpienie uczniom do matur. Pojawiły się agresywne dialogi w stosunku do tych, którzy nazwali ten pomysł mocno poniżej wszelkiej godności i krytyki. I tak - wtedy i ja zaczęłam wątpić w honor osób, które w taki sposób chcą skrzywdzić MŁODZIEŻ (tak, tylko im się oberwie w takiej sytuacji).

I tak, jako że padają często porównania z strajkiem lekarzy czy pielęgniarek, napiszę tak: lekarze i pielęgniarki podczas swojego strajku robili niezbędne minimum dla pacjentów - nie zostawili ich samych, nie użyli jako amunicji. Minimum w przypadku strajku nauczycieli do zrobienie wszystkiego, by uczniowie mogli zdać egzaminy, przystąpić do matury, zostać sklasyfikowani. W przeciwnym przypadku - to tylko uczniowie na tym ucierpią. Nikt więcej. To oni żyją w niepewności, to o ich przyszłość chodzi. Zostali w tym momencie zakładnikami w okropnej wojnie, w której nie powinni brać udziału. 

Niestety ta sytuacja pokazała, że wielu nauczycieli tak naprawdę nie wie, o co chodzi w ich zawodzie. Czy wzorem jest osoba, która szykanuje inną ze względu na to, że ma inne podejście do danej sprawy? Ciekawi mnie odpowiedź osób strajkujących, które niemalże znęcają się nad tymi niestrajkującymi.  Czy prawdziwym, dobrym nauczycielem jest ten który zostawia swoich uczniów w tak ważnej sprawie, jaką są egzaminy? Egzaminy, od których zależy przyszłość? Ja nie potrafiłabym wrócić do szkoły po strajku, nawet z ogromną podwyżką, i spojrzeć w oczy tym, którzy zostali mi powierzeni. Nie potrafiłabym stanąć przed nimi i oczekiwać, że będą mnie szanować, gdy ja nie szanowałam spraw ich przyszłości. I wreszcie - czy nawoływanie do zablokowania matur ma cokolwiek wspólnego z moralnością? A czy nauczyciel nie powinien być wzorem także na tej płaszczyźnie? Nie sądzę, że mowa nienawiści jest lekcją, którą powinni oglądać uczniowie. 

Można by było pozwolić wszystkim działać w wolności. Strajkujący sobie strajkują, niestrajkujący robią swoje. I tyle. Bez zbędnych wojen, komentarzy, z godnością. I wiem, że są takie szkoły, gdzie wszyscy nauczyciele na czas egzaminów, klasyfikacji, zawieszają strajk - piękna postawa. I są szkoły, gdzie osoby strajkujące i niestrajkujące piją wspólnie kawę, nie obrzucając się błotem. Wiem też, że są strajkujący, którzy odcinają się od tej mowy nienawiści. Jednak niestety najgłośniej krzyczą ci, którzy zupełnie pogubili sens tego wszystkiego, którzy zapomnieli, że każdy jest wolny i że tę wolność należy szanować.

I tutaj chcę napisać jeszcze jedno - gratuluję wszystkim tym, którzy podjęli się pracy w komisjach egzaminacyjnych. Większość z nich naraża się na ogromną falę nienawiści i krytyki. I zdają sobie z tego sprawę. Jednak te osoby nie zostawiły uczniów na pastwę pozostałych, którym los podopiecznych stał się obojętny. I kiedy słyszę głosy strajkujących, którzy oburzają się, że podwyżki dostaną wszyscy, więc nie jest to fair - nasuwa mi się jedna myśl. Chyba się okazało w ostatnim czasie, kto tak naprawdę na miano nauczyciela zasługuje, Kto potrafi odróżnić, co przystoi, a co nie. Okazało się, komu naprawdę zależy na młodzieży, kto troszczy się o nią. I mam takie poczucie, że przede wszystkim takim osobom należy się podwyżka. Tym, którzy nie pozwolili na to, by ucierpieli niewinni - uczniowie.

I niech sobie strajk trwa do wakacji - byle by z klasą. Byle by nie było ofiar wśród uczniów i nauczycieli, którzy pozostali SOLIDARNI Z UCZNIAMI. I wiecie jak żałuję, że i ja nie mogłam się zgłosić do komisji egzaminacyjnej? Zrobiłabym to z wielką radością. Teraz tylko mam nadzieję, że niemoralny pomysł zablokowania matur nie zostanie wprowadzony w życie. W przeciwnym przypadku - prestiż zawodu nauczyciel przepadnie bezpowrotnie. 

24 komentarze:

  1. To najbardziej odczuwalne dla uczniów. Nie wiedziałam, że zawieszający i rezygnujący że strajku są napiętnowani.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem nauczycielem z wykształcenia. Pracowałam w przedszkolu, obecnie jestem na urlopie macierzyńskim. Popieram strajk oraz to, że nauczyciele powinni więcej zarabiać, ale też to, że w szkolnictwie potrzebne są zmiany podstawy programowej. Za dużo papierkowej roboty, za dużo niezrozumiałego dla uczniów materiału. Teraz widzę, do czego ten strajk prowadzi i jestem w szoku. Szczególnie postawą tych nauczycieli, którzy szykanują swoich kolegów tylko dlatego, że obrali inną drogę, podjęli inną decyzję, do której mają prawo. Jeszcze trochę i wybuchnie jakieś powstanie!
    Przyznam szczerze,że mam ogromny dylemat, czy po urlopie chcę pracować w zawodzie czy poszukać innej pracy. Ludzie z mojego otoczenia, zaczynają się bardzo negatywnie wypowiadać o WSZYSTKICH nauczycielach. WSZYSTKICH wrzucać do jednego wora. To bardzo przykre.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja od samego początku czułam, że egzaminy się odbędą i od razu powiedziałam, że jak tak, to nie mają szans nic uzyskać. I wygląda na to, że miałam rację.
    Oczywiście ja nie mam ani dziecka z egzaminami, ani nie jestem nauczycielem, więc komentuję sobie jako wolna osoba ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam tak samo. Że strajk strajkiem, a obowiązki muszą być wypełnione.

      Usuń
  4. Dziękuję za ten wpis. Ja się od początku zadeklarowałam, że nie strajkuję i nie żałuję swojej decyzji. Nigdy nie zostawiłabym uczniów. Przykro tylko, że, tak jak napisałaś, wszyscy nauczyciele "wpychani są" do jednego wora i bardzo żałuję, że z pewnością rodzice moich uczniów myślą, że ja również biorę w tym udział. Baaaardzo mi z tym źle. Bardzo. P.s. Czy mogę umieścić link do tego posta na moim fb? Proszę o odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest na prawdę ciężki temat, ale nie chciałabym być teraz w stresie czy będę miała ten egzamin czy nie... Jak i nie chciałabym być na miejscu tych rodziców którzy nagle nie mają z kim zostawić swojego przedszkolaka, a pracować muszą 😥

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę że to wszystko jest o wiele głębsze. To ludzie, mają swoje emocje, frustracja lat pracy swoje też robi i rozumiem ich choć nie tłumaczę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Miło przeczytać taki tekst bo temat jest ogólnie ostatnio dość kontrowersyjny. I rozumiem problem jak ktoś nie ma co zrobić z dzieckiem czy te egzaminy ale nierealny jest strajk w wakacje, jak wielu by chciało. Sytuacja jest tragiczna w naszym systemie edukacji i tak źle to chyba nie było. 3mam kciuki żeby zaczęli zarabiać godnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj niestety chyba nic nauczyciele nie osiągną, to chyba jedyna tak podzielona grupa zawodowa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat ten strajk dowodzi temu że jest nas więcej strajkujących niż ktokolwiek by się spodziewał.
      To naród jest podzielony.
      I szokuje mnie ile osób opluwa nauczycieli. A sami chodzili do szkoły.
      Dziwi mnie ze ludzie nie zdają So ie sprawy jak ważna jest edukacja dla Państwa.
      Kasjerek w biedrze może zabraknąć. Ale jeśli zabraknie nauczycieli..
      Mlodzi nie chcą uczyć. Odchodzą (często UCIEKAJĄ!) bo jest za ciężko i śmiesznie małe pieniądze na początku..🙊
      Ja miałam 600zł w pierwszym roku.. Potem 900zł..

      Usuń
  9. Nie wypowiadam się jeśli się znam

    OdpowiedzUsuń
  10. Trudno mi się w jakikolwiek sposób odnieść do strajku :) Po prostu może źle to zabrzmi, ale nie mam zdania. Z jednej strony rozumiem nauczycieli - z wykształcenia sama jestem filologiem i mogłabym uczyć w szkole. Z drugiej jednak strony żal mi uczniów.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja tam od początku wiedziałam że egzaminy i tak będą. Nigdy 100% nie strajkuje..ale niektóre powinny być uniewaznione.. Przeprowadzenie egzaminu to nie takie hop siup.
    I tak, strajkuje dalej..
    Ale nie dlatego że jestem taka zachłanna.
    Ze mam jakąś boska misję.
    Że czuję się lepsza od innych..
    Wręcz odwrotnie.
    I zawsze czułam że nauczyciel to coś gorszego niedocenianego.
    I najgorsze jest to ile ludzi nie rozumie, że to właśnie edukacja leży u podstaw państwa.
    To co wypisują jest obrzydliwe..
    Jeśli ktoś nie przepracował choć miesiąca jako nauczyciel nie powinien mieć prawa wypowiadać się.
    I nie uważam, żebym miała gorzej od innych. Kasy zawsze będzie za mało.
    Ale porównywanie nas z kasjerkami w biedrze to już szczyt..
    I przepraszam że to napisze ale prędzej ja się nauczę obsługiwać kasę niż kasjerka prowadzić lekcje i ogarniać resztę pracy nauczyciela.
    🙊
    Jeśli naród nie rozumie jak ważna jest dobra edukacja, to niech sami uczą swoje dzieci w domu. Tak można. Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest prawdą, że zawód nauczyciela jest mocno niedoceniany i jednak nie do zastąpienia. Napisałaś o młodych ludziach, którzy odchodzą. Pracowałam w szkole niecałe dwa lata... I odeszłam. Nie w takim systemie, nie w takich warunkach i za takie pieniądze. Zmiany są koniecznie, niezbędne. Od podstaw niestety...

      Usuń
  12. Dobrze, że powstają takie wpisy, choć z drugiej strony napisanie nawet 10 stron A4 nie rozwiązałoby w pełni problemu i genezy tego strajku

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciężko się ustosunkować do tej sytuacji, wydaje mi się, że Twoje podejście jest bardzo zdrowe.

    OdpowiedzUsuń
  14. To przerażające, że nauczyciele nie stoją za sobą murem w tej sytuacji. Popieram strajk, ale nie kosztem dzieci. Piszę to jako córka nauczycielki i osoba z wykształceniem nauczycielskim.

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie słyszałam o tym pomyśle zablokowania matur i jestem trochę w szoku teraz... Temat kontrowersyjny, ale chyba trzeba go poruszać! Ja sama nie wypowiadam się za żadną ze stron, bo wiem, że są "nauczyciele" i "nauczyciele", tak samo jak po prostu są ludzie i ludzie, nie każdy się do tego nadaje, aby wykonywać taki zawód jak się wykonuje, a niektórzy zasługują na większe docenienie - to chyba działa w każdej dziedzinie.

    OdpowiedzUsuń
  16. W tej kwestii opinia zawsze będzie uzależniona od punktu życia w którym jesteśmy. Jedno wiem na pewno. Przeżyłam w szkołach swój epizod. Nigdy więcej. Bardzo nie zazdroszczę takiego zawodu.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja już wolę się nie wypowiadać w tym temacie 🙈

    OdpowiedzUsuń
  18. Ciężki temat do którego naprawdę trudno mi się ustosunkować.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jestem nauczycielem niepracującym zawodzie,ale jednak, zawsze byłam za strajkiem i wspieralam strajkujących. Po pewnym czasie przeczytałam bardzo wiele gorzkich słów w komentarzach od różnych osób i postanowiłam zaprzestać interesowania się tym tematem, bo to było nie na moje nerwy (mam na mysli chamskie komentarze rodzicow, ktorzy nic o pracy nauczyciela nie widzą. Nie wiedziałam, że przerodziło się to na takie agresywne działaniani lincz na osoby, ktore się wstrzymały. Nauczyciel powinien świecić przykładem, a to z pewnoscia nim nie jest. To nic innego, jak mowa nienawisci pod hasłem straku. Nie podoba mi się to...

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja wolę przemilczeć ten temat :) Mam dość kontrowersyjne zdanie :-)

    OdpowiedzUsuń
  21. Mam nadzieje, że matury się jednak odbędą bez przeszkód. Matury to ostatni taki punkt w którym wszyscy odczuliby mocno strajk. I dlatego straszą. Później to chyba tylko nie wypisanie świadectw mogą straszyć...

    OdpowiedzUsuń