czwartek, 13 grudnia 2018

Jak żyć w przytłaczającym świecie? O wysoko wrażliwych osobach

Temat, który dzisiaj poruszam, jest dla mnie niezwykle ważny. Dotyczy mnie osobiście - a do póki nie uświadomiłam sobie tego wszystkiego, czułam się tak, jakby we mnie coś było "nie tak". Widziałam, jak mocno moje zachowania różnią się od tego, co społecznie pożądane, jednak nie potrafiłam znaleźć przyczyny - a w analizowaniu siebie, swojego wnętrza, przyczyn i skutków osiągnęłam niemalże mistrzostwo. Przeczytałam masę książek psychologicznych, terapeutycznych, brałam udział w warsztatach rozwoju osobistego. Przynosiły one dużo dobra w pracy nad sobą, jednak nie dawały odpowiedzi.
Kiedy już postanowiłam dać sobie spokój z szukaniem przyczyn, kiedy postanowiłam zaakceptować to, czego tak naprawdę nie rozumiałam, trafiłam na artykuł naukowy, który ktoś udostępnił na Facebooku. Dotyczył on osób wysoko wrażliwych (w skrócie WWO, i tym skrótem będę się czasami posługiwała). Znałam troszkę to pojęcie, ponieważ kiedyś usłyszałam od kogoś, że należę do osób posiadających tę cechę. Coś tam poczytałam, ale nie za głęboko i zostawiłam temat. Artykuł, o którym wspomniałam, troszkę rozszerzył moje spojrzenie, jednak nadal nie zgłębiłam tego wszystkiego. Dopiero jakiś czas temu doszłam do wniosku, że ostatecznym wyjaśnieniem różnych kwestii mojego funkcjonowania społecznego może być właśnie wysoka wrażliwość. Kupiłam książkę na ten temat, którą przeczytałam w błyskawicznym tempie. I ta książka zmieniła moje postrzeganie siebie. Zacznę od podstawowych kwestii naukowych, a potem opowiem o tym z własnej perspektywy.

Naukowo

Wysoko wrażliwa osoba to taka, której układ nerwowy jest znacznie bardziej podatny na stymulację przez różnego rodzaju bodźce. To, co dla osoby "normalnie" wrażliwej jest optymalną dla organizmu ilością bodźców, dla osoby wysoko wrażliwej może być na granicy wytrzymałości, lub po prostu ją przekracza. Bodźców może być wiele - od dźwięków, zapachów, świateł, poprzez spotkania z ludźmi. Osobę wysoko wrażliwą nadmiernie może stymulować każda sytuacja, w kategoriach społecznych określana jako "normalna". Dlatego też znacznie szybciej wyczerpuje się i potrzebuje odciąć się od świata, by odpocząć. Zwłaszcza, że nadmierne pobudzenie nie jest przyjemnym stanem dla nikogo - nie tylko dla wysoko wrażliwych osób. 

Osoba wysoko wrażliwa dostrzega znacznie więcej subtelnych niuansów, niż osoba wrażliwa normalnie. Przetwarza je wszystkie na znacznie głębszym poziomie, niż dzieje się to zazwyczaj u ludzi, przez co znacznie szybciej się wyczerpuje. Dokładniej przetwarza wszystkie dane, potrafi przefiltrować je przez doświadczenia z przeszłości, przez co łatwo przewiduje skutki różnych zachowań, spraw.

Co to oznacza w praktyce? Kiedy osoba normalnie wrażliwa wchodzi do miejsca pracy, widzi szefa siedzącego za biurkiem, koleżankę klikającą coś na komputerze - wszystko wygląda dla niej dokładnie tak, jak na co dzień. Osoba wysoko wrażliwa widzi nie tylko to, że szef siedzi przy biurku, ale zauważa jego ponurą minę, która może świadczyć o różnych rzeczach - szuka w głowie podobnej sytuacji z przeszłości i przewiduje różnorodne skutki. Zauważa też, że koleżanka pisze na komputerze z większą pasją niż zazwyczaj, a pod ścianą pojawiła się sterta pudełek, której wcześniej tu nie było. Notuje nie tylko fakty, ale klimat miejsca - nawet znanego. Już na sam początek liczba bodźców jest ogromna, przetwarzana na bardzo głębokim poziomie. I jak tu przetrwać cały dzień? ;)

Wysoko wrażliwa osoba ma duży problem z przystosowaniem się do gwałtownych zmian. Jest w stanie zdecydować się na zmiany, mimo że naturalnie się ich boi - bo nie wie, jakich bodźców organizmowi dostarczy "nowość", czy jest niegroźna. Jednak im częściej przekonuje się, że to, co nowe nie jest złe, tym łatwiej jej podejmować decyzje o kolejnych zmianach. Byle nie były one niespodziewane i gwałtowne, bo takie dostarczają ogromnej ilości bodźców, które wprowadzą w stan wysokiego pobudzenia.

Wysoka wrażliwość jest cechą fizjologiczną organizmu - nie jest ona zaburzeniem. Cechę tę ma około 15% osób w społeczeństwie - czyli zdecydowana mniejszość. WWO często sprawia wrażenie wycofanej, nieśmiałej, a cechy te nie są pożądane społecznie - nie w naszej kulturze. Nie jest bardzo towarzyska, częściej potrzebują samotności. Dlatego też często doświadcza poczucia, że nie spełnia jakiś odgórnie ustalonych standardów. Wycofuje się jeszcze bardziej lub zmusza do prowadzenia takiego życia, jak wszyscy wokół, przez co krzywdzi siebie i swój organizm. Dlatego tak ważne jest, żeby każda wysoko wrażliwa osoba zdawała sobie sprawę z tego, jak poradzić sobie z trudnościami wynikającymi z posiadania tej cechy, ale także by wiedziała, jak dużo dobrych rzeczy otrzymała.

A pozytywnych kwestii związanych z wysoką wrażliwością jest wiele. Wysoko wrażliwe osoby często przetwarzają bodźce w sposób nieświadomy, a że przetwarzanie obywa się na głębokim poziomie, uczą się mimowolnie. Często zdarza się, że wiedzą coś, ale tak naprawdę nie maja pojęcia, skąd. Ułatwia to choćby naukę języków obcych, gdzie samo oglądanie filmów pomaga w dużym stopniu przyswoić język. WWO cechuje też znacznie większy poziom kreatywności, niż osoby mniej wrażliwe. Jednak właśnie przez to często dochodzi do przestymulowania - gdy wszystkie genialne pomysły próbuje wprowadzić w życie. Wysoko wrażliwe osoby często są artystami, gdyż "czują mocniej" niż inni i łatwiej przekazują to w sztuce. Ponadto posiadają bardzo dobrą intuicję, związana właśnie z głębokim przetwarzaniem i kojarzeniem faktów. Mają większą zdolność do dostrzegania i unikania błędów, mocniej potrafią się skoncentrować na swoim wewnętrznym świecie i rozważać swój sposób myślenia. Ale także łatwiej im zrozumieć drugiego człowieka, a ich poziom pasji w wykonywanych zadaniach jest niezwykle wysoki. Ogromna przenikliwość i opiekuńczość to kolejne cechy, które znacznie częściej pojawiają się u WWO, niż u osób mniej wrażliwych. 

Życiowo

Jak wygląda życie z taką cechą w praktyce? Każda wysoko wrażliwa osoba jest inna, jednak myślę, że najistotniejsze kwestie odbieramy podobnie. Dlatego opowiem troszkę, posługując się swoim przykładem. 

Odkąd pamiętam, przebywanie w grupie ludzi powodowało, że czułam się mocno zestresowana. Zwłaszcza, kiedy była to grupa mniej znanych mi osób. W swojej głowie analizowałam wszystko - każde zamienione słowo, mimikę twarzy, gesty; układałam to w całość, przypisywałam wcześniej poznanym przeze mnie kategoriom. Nie robiłam tego celowo - mój mózg sam mi to robił i nie wiedziałam nawet, że coś jest nie w porządku. Do czasu, aż spotkania z ludźmi zaczęły mnie tak wyczerpywać, że urywałam się z nich bardzo szybko, by spędzić czas samotnie, w najbardziej wyciszonym, ciemnym miejscu, jakie znalazłam. Uważałam, że moje zachowanie nie jest normalne, że ze mną jest coś nie w porządku, skoro męczą mnie inni ludzie. I wbrew sobie zmuszałam się do przebywania z nimi aż ponad swoją granicę. Dostrzegałam moment  przestymulowania niezwykle wyraźnie, lecz nie wiedziałam, co on oznacza. To była ta chwila, kiedy czułam się tak wyczerpana i jednocześnie tak zestresowana, że nie widziałam już sposobu, żeby sobie z tym poradzić. Wracałam do domu i kładłam się spać, ale mimo zmęczenia nie mogłam zasnąć (teraz wiem, że hormony stresu, które wytwarzały się w sytuacji nadmiernego pobudzenia, utrudniały zaśnięcie; a brak snu oznacza, że hormony te nie spadną - czyli powstaje błędne koło). I kiedy wciąż nie potrafiłam znaleźć przyczyny, czułam się naprawdę fatalnie - myśl o spotkaniach z ludźmi bywała dla mnie już tak stresująca, jak samo spotkanie. Nie chcąc tego nauczyłam mój organizm, że spotkania nie są niczym dobrym - podczas nich nie ochronię go przed nadmiernym pobudzeniem. Że nie powiem "stop" we właściwym momencie, przez co narażę go na przestymulowanie. Teraz pracuję nad tym - słucham siebie i kiedy wiem, że dotarło do mnie zbyt dużo bodźców. Staram się wyciszyć. Jeśli nie mogę iść do domu odpocząć, idę na krótki, samotny spacer lub spędzam chwilę w pomieszczeniu, w którym jest cicho i ciemno, oraz w którym nie ma nikogo. I już wiem, że to nic złego. Że to mój układ nerwowy jest zbudowany znacznie inaczej, niż układ nerwowy większości społeczeństwa. I że nie jest to zaburzenie - a po prostu cecha, z którą muszę nauczyć się żyć. 

Jednak przestymulowania doświadczam nie tylko podczas spotkań z ludźmi. Wystarczy, że ktoś włączy za głośno muzykę - a moja potrzeba ucieczki pojawia się od razu. Nie jestem w stanie znieść zbyt głośnych dźwięków, bo jest to zbyt duży bodziec dla mojego organizmu. Zresztą podobnie, jak nadmierne światło, zwłaszcza mrugające. Nie znoszę galerii handlowych, a zwłaszcza w czasie przedświątecznym. Przesyt kolorów, głośna muzyka, tłumy ludzi - pół godziny w takim miejscu sprawia, że mój organizm potrzebuje kilku godzin na wyciszenie. Chociaż podświadomie wypracowałam strategię - kiedy robię zakupy, wyłączam się zupełnie na to, co dociera do mnie z zewnątrz. Niejednokrotnie skutkuje to tym, że nie zauważam znajomych, potrącę kogoś... Jednak z innym przypadku nie miałabym szans na kupienie tego, co potrzebuję, bez mocnego przeciążenia swojego układu nerwowego. 

Ciężko mi czasami także słuchać jakiejś konkretnej muzyki, która mocno kojarzy mi się z określonym stanem emocjonalnym, gdyż potrafi go u mnie wywołać. Jednak wraz z wywołaniem danego stanu, pojawia się też nadmierne pobudzenie organizmu. Podobną trudność mam podczas czytania książek, oglądania filmów i seriali - czasami zbyt mocno na nie reaguję, ale kiedy to zauważam, jest już za późno na ograniczenie strat. Jakiś czas temu oglądałam serial, w którym było dużo przemocy (unikanie scen przemocy charakteryzuje wwo). Przez kilka nocy nie mogłam spać; budziłam się co godzinę, bardzo niespokojna. Wstawałam zestresowana. Na myśl o tym, że miałabym zobaczyć choć jeszcze jeden odcinek tego serialu, chciało mi się płakać. Jednocześnie ciekawiło mnie, jak się skończy. Oglądałam dalej... Pierwszą przespaną noc miałam dopiero kilka dni po obejrzeniu ostatniego odcinka. 

A co w przypadku, kiedy przeciążam przewlekle swój organizm? Bardzo często odpowiada mi chorobą. Zawsze, kiedy czuję, że mój poziom stresu wynikającego z dostarczania zbyt dużej ilości bodźców jest zbyt wysoki, wiem że niedługo będę chora. A jako osoba mająca wiele różnych pomysłów, chcąca realizować je wszystkie na raz, często przeciążam organizm. Narażam go na długotrwałe działanie bodźców, których nie jestem w stanie wyciszyć, zwłaszcza kiedy działania rozciągają się w czasie. 

Jednak zauważam też dużo pozytywnych spraw, związanych z byciem osobą wysoko wrażliwą. Rzeczywiście, często uczę się wielu rzeczy i nie mam pojęcia, skąd je umiem. Ale też bardzo łatwo wczuwam się w sytuację drugiej osoby, dzięki czemu potrafię ją zrozumieć (choć często mocno obciąża to układ nerwowy). Zauważam często nawet najdrobniejsze przejawy złego nastroju u innych, dzięki czemu potrafię pomóc lub nie utrudniam gorszego dnia. Bez problemu wyczuwam klimat danego miejsca, danej sytuacji, oraz dostrzegam, jakie relacje panują między ludźmi. Szybko przetwarzam fakty i mam całkiem niezłą intuicję. No i przede wszystkim piszę. 

Oprócz tego wiele drobiazgów sprawia, że zauważam mocno tę cechę. Stresuje mnie dźwięk telefonu - bo wiem, że rozmowa nie przekaże mi wszystkich danych których potrzebuję, by poczuć się bezpiecznie w kontakcie (sam głos i przekaz treści, bez mimiki i gestów  nie dostarczą potrzebnych informacji).Stresuje mnie jazda samochodem, bo na drodze tak dużo się dzieje, a ja nie jestem w stanie filtrować tylko tych najważniejszych spraw; dostarczyłam też samej sobie niejednokrotnie informację, że jazda samochodem jest ogromnie obciążająca. Mój organizm w to uwierzył, i mimo że jestem niezłym kierowcą, za kierownicę wsiadam zawsze z mocniej pobudzonym organizmem. 

Czy chciałabym pozbyć się tej cechy? Kiedy myślę o tym, jak dużo dobrych rzeczy dzięki nim doświadczam, nie. Ale cieszę się z tego, że dowiedziałam się o wszystkich niuansach związanych z tą kwestią. Że wiem, jak radzić sobie w momencie nadmiernego pobudzenia układu nerwowego. I że moje trudności z byciem z ludźmi nie wynikają z jakiś nieuświadomionych problemów, a jedynie z ograniczonej ilości bodźców, które mogę odebrać, zanim mój organizm powie "stop". Wiem już, że nie jestem gorsza, nie jestem lepsza, a po prostu inna. Dlatego trudność sprawiają mi rzeczy, które są normalne dla większości ludzi.  

W jaki sposób więc wysoko wrażliwe osoby mogą sobie radzić? Ja odkrywam powoli swoje sposoby - na przykład łatwiej mi rozmawiać z innymi, kiedy chodzę; automatycznie obniża to poziom stresu. Spacery w ładnym miejscu jeszcze bardziej ułatwiają sprawę. Kiedy nie radzę sobie już z stanem pobudzenia, unikam ludzi, dźwięków i światła. Pomaga. Ogromne wyciszenie przynosi mi modlitwa. Zwłaszcza w cichej kaplicy. Najważniejsze jest to, żeby słuchać swojego organizmu. Kiedy potrzebuje wyciszenia, zagwarantować mu wyciszenie. Ale też przyglądać się mu, starać się panować nad myślami i unikać niepotrzebnych bodźców. Tak, jak napisała E.N.Aron w książce Wysoko Wrażliwi: "Jesteś inny.  W związku z tym powinieneś też pewnie żyć w inny sposób niż pozostali, tak by zachowywać zdrową harmonię ze swoim nietypowym, bardzo czułym organizmem". W dalszej części książki opowiada o tym życiu. I wszystkim zainteresowanym polecam tę książkę, która mnie otworzyła oczy na to, jaką krzywdę robiłam sobie, próbując żyć jak inni ze swoim zupełnie innym organizmem.