poniedziałek, 25 grudnia 2017

Troszkę życzeń i troszkę innych spraw ;)

Pierwszy dzień świąt już prawie za nami. Siedzę sobie z przepyszną, ciepłą herbatą i zastanawiam się, czego Wam życzyć z okazji tych świąt. Składanie życzeń to zawsze była dla mnie trudna sprawa. Z jednej strony nie lubię składać zbyt ogólnych, z drugiej nie potrafię wypowiedzieć tego, co czuję tam w środku, a co chciałabym przekazać. 

Proszę więc, żeby każdy z Was pomyślał o tym, czego najbardziej mu potrzeba. Tego właśnie z całego serca życzę. Dodam jeszcze od siebie, że życzę ciągłej obecności Jezusa w życiu. Niech zagości w sercach i niech już tam zostanie. Z Nim wszystko to, o czym pomyśleliście wcześniej, naprawdę jest możliwe.

Czas przedświąteczny był dla mnie intensywnym czasem. Na tyle, że moje zdrowie ponownie postanowiło się zbuntować, a ja od ponad tygodnia próbuję wyzdrowieć ;) Jednak był to także radosny czas - pieczenie pierwszych w życiu pierniczków i ozdabianie ich - to była frajda! :D Postanowiłam też przełamać swój strach przed prowadzeniem samochodu (od stłuczki w lipcu 2016 roku nie przepadałam za tą czynnością, ostatni raz siedziałam za kierownicą we wrześniu 2016!). Zostałam rzucona na głęboką wodę, bo prowadziłam kilka godzin, byłam odpowiedzialna za cztery inne osoby, które ze mną w nim jechały, a warunki pogodowe były naprawdę złe. Byłam przekonana, że nie pamiętam już, jak się prowadzi! Jestem pewna, że to moc modlitwy, wsparcie z Góry sprawiło, że prowadziłam tak dobrze, jak nigdy w życiu! Bałam się, że będę miała problemy ze zmianą biegów, że nie będę potrafiła dynamicznie ruszać, że samochód będzie mi gasł, i że nie rozwinę prędkości większej, niż 60 km/h. Żadna z moich obaw nie sprawdziła się! Za kierownicą czułam się jak ryba w wodzie. Musiałam się pilnować, żeby nie przekraczać dozwolonej prędkości... Nawet na autostradzie. ;) Biorąc pod uwagę to, że prawdopodobnie niedługo będę jechała sama z Podkarpacia do Łodzi, cieszę się z tak pozytywnego powrotu za kierownicę. 

Jutro wyruszam z okolic Gorzowa Wielkopolskiego na Podkarpacie. Na szczęście nie sama, tylko w bardzo dobrym towarzystwie - z młodszym bratem mojego męża. ;)  Pewnie pojawię się jeszcze przed Nowym Rokiem, pokazać Wam jak pięknie jest w moich rodzinnych okolicach! :) Planuję też napisać post o przygodzie, którą przeżyliśmy z naszymi młodszymi braćmi w Bieszczadach 1,5 roku temu... :D (wczoraj obejrzeliśmy filmik, stęsknieni za bieszczadzkim pięknem). 

Teraz uciekam patrzeć na jedzenie... Nie grozi mi świąteczne przejedzenie, bo ja lubię jeść, ale tylko wtedy, kiedy jestem głodna! :D 

6 komentarzy:

  1. Wesołych Świąt :) Nigdy bym po takim czasie nie jechała tyle, odwagi gratuluje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Nie było tak źle, ostatnio jechałam nawet sama sporo więcej. Chyba jednak lubię jeździć ;)

      Usuń
  2. Podziwiam, że w Święta znalazłaś czas na bloga :) I przede wszystkim podziwiam, że się przełamałaś i wróciłaś do prowadzenia samochodu! My mieliśmy wypadek w październiku zeszłego roku, nieźle się wszyscy wystraszyliśmy. Na szczęście nic poważnego się nikomu nie stało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Nie było łatwo się przełamać, ale na pewno warto :) Oj to dobrze, że nic poważnego się nie stało! Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Wszystkiego dobrego w nowym roku :)

    OdpowiedzUsuń