czwartek, 27 lipca 2017

O wspólnym (nie)mieszkaniu przed ślubem :)

Od dawna chciałam napisać ten post. Wspólne mieszkanie przed ślubem to temat bardzo popularny, często pojawiający się na forach ślubnych. Kiedy tylko zdarzyło mi się napisać komentarz, że ja i wtedy mój narzeczony nie mieszkamy i nie mamy zamiaru mieszkać razem przed ślubem, otrzymywałam ogromny odzew. Niestety nie były to przyjemne wiadomości.
Wiele osób pisało mi, że musimy się "przetestować", że nie jest możliwe, żeby być szczęśliwym z osobą, której nie poznało się dobrze (nie wiem, skąd założenie, że nie znamy się dobrze ;) ). Niektórzy atakowali mnie, wyzywając od głupich, nieznających życia osób, od ciemnogrodu... Serio. A ja nie napisałam nic poza tym, że nie mieszkamy razem przed ślubem. Nawet nie zdążyłam użyć żadnych argumentów... Nie jestem osobą, która atakuje innych dlatego, że mają inne poglądy. Ten post też nie ma tego na celu. Jednak chcę, by w gąszczu tekstów typu "musicie razem zamieszkać" pojawiło się też coś, co mówi o tym, że wspólne zamieszanie dopiero po ślubie jest naprawdę dobrym rozwiązaniem. ;)



Zacznę od tego, że oboje jesteśmy osobami wierzącymi. Nie takimi, które czasem pójdą do kościoła, a żyją jak chcą. Bóg jest dla nas najważniejszy, a życie zgodnie z Jego wolą kluczowe. Dlatego też żadnemu z nas nawet nie przyszło do głowy, żeby zamieszkać razem. Nie obawialiśmy się, bo skoro robimy to, co według zasad naszej wiary jest dobre, nie może się to przecież skończyć źle. I nie zawiedliśmy się! Warto było zaufać temu, ze Bóg wie, co jest najlepsze. :)

Ale zanim napisze Wam, jak to wyglądało u nas, przedstawię Wam opinię na ten temat. 

Ukochana osoba to dla mnie nie jest przedmiot, który muszę przetestować by zobaczyć, jak działa. W małżeństwie stawia się czoła trudnościom - w końcu wybrało się, że będzie się kochać tę osobę już na zawsze. A przed ślubem? Dużo łatwiej jest odejść, kiedy pojawia się trudność. Czytałam komentarz jednej osoby, że zostawiła swojego chłopaka po zamieszkaniu razem. Dlaczego? Bo nie odpowiadało jej to, że zostawia wszędzie ciuchy, a ona lubi porządek... Po ślubie nie ma odwrotu, pracuje się nad tym, co jest nie tak, zamiast odstawić w kąt, jak psujący się odkurzacz. 

Kolejną kwestią jest to, że testowanie drugiej osoby w moim odczuciu narusza godność. Ja bym się czuła fatalnie, gdyby Adrian powiedział do mnie: Zamieszkajmy razem bo muszę wiedzieć, czy z tobą wytrzymam! Przecież to jasne, że coś będzie nie tak. Że będziemy uczyć się tego, jak żyć z sobą. Jednak po ślubie nie szuka się problemów związanych z druga osobą. Szuka się rozwiązań - do tego obligują słowa "i że cię nie opuszczę aż do śmierci". 

Wcale nie jest tak, że drugą osobę poznajemy lepiej, kiedy z nią zamieszkamy. To zależy tylko i wyłącznie od spędzania czasu ze sobą, skupianiu się na sobie nawzajem. Zależy to od wspólnych rozmów. Czyli jednym słowem, od intymności. Można mieszkać razem i nie poznać się wcale, kiedy uwaga skupiana jest na innych aspektach życia niż relacja między osobami będącymi w związku.Ważny jest sposób komunikacji, zrozumienie drugiej osoby, chęć podejmowania prób akceptacji wad oraz SZCZEROŚĆ. Ważna jest też świadomość, że nie zmienimy drugiej osoby zupełnie. I naprawdę, te kwestie nie mają niczego wspólnego z zamieszkaniem przed ślubem. Dodam nawet więcej - takie kwestie są łatwiejsze do ogarnięcia, kiedy para żyje w czystości przedmałżeńskiej. A ta jest łatwiejsza, gdy nie mieszka się razem. :) Dlaczego tak jest? Bo żyjąc w czystości, skupić się można na drugiej osobie i na relacji z nią. 

Częstym argumentem za wspólnym mieszkaniem jest to, że zabezpiecza to przed rozwodem. Bo przecież ślub jest podjęty bardziej świadomie... Nic bardziej mylnego. Badania naukowe mówią o tym, że 73% par mieszkających razem przed ślubem, prędzej czy później rozwodzi się. Odsetek ten jest sporo mniejszy wśród osób, które zamieszkały razem po ślubie. 

Moje życie po ślubie bardzo się zmieniło. Ślub był dla mnie wydarzeniem przełomowym. Nie dość, że zostałam żoną wspaniałej osoby, zaczęłam z nią mieszkać, żyć. Pamiętam, kiedy szukaliśmy mieszkania. Znaleźliśmy miesiąc przed ślubem, podpisaliśmy umowę. Mieszkałam w nim oczywiście tylko ja. Kilka dni przed wielkim dniem Adrian zaczął przywozić swoje rzeczy, układać je... Ale zawsze wracał do siebie. Wiecie, jak nie mogłam się doczekać, żeby już zamieszkał ze mną? Ślub był dla mnie naprawdę przełomowym dniem. Wróciłam do domu z mężem - prawdziwie zaczęliśmy wspólne życie. Zmieniło się ono zupełnie. Uczyliśmy się mieszkać razem (co nie było takie straszne ;) ), uczyliśmy się wspólnego życia. Ślub nie był dniem, kiedy oboje po zdanym teście poszliśmy podpisać papiery i ślubować sobie, że będziemy z sobą już na zawsze, bo się przetestowaliśmy. Dla nas to był dzień kiedy postanowiliśmy, że będziemy się kochać mimo wszystko. Nie ważne, co będzie. WYBRALIŚMY bycie z sobą na dobre i złe. 

I wiecie co? Jak zawsze, ufność w Bożą nieomylność opłaca się ;). Czas po ślubie jest najszczęśliwszym czasem w moim życiu. Nigdy nie wracałam nigdzie z taką radością jak do domu, w którym czeka na mnie mój mąż. Oczywiście, że wiele spraw musieliśmy wypracować. Ale zaprocentowało to, czego uczyliśmy się przed ślubem. Spokojna rozmowa o tym, jak się czujemy, jakie emocje nam towarzyszą w związku z daną sytuacją, rozwiązywała wszystko. W naszym dialogu NIGDY nie pojawiają się pełne wyrzutów i pretensji słowa. Odkryliśmy coś, co dla nauk psychologicznych jasne jest od dość dawna. Że wtajemniczając drugą osobę w świat uczuć i emocji, obrazowe opisywanie tego, jak się czujemy, odnoszenie się do zachowań, a nie do nas samych - to naprawdę niezbędne elementy komunikacji! :)

Oczywiście, zdarzają się nam sprzeczki. Ale przybierają one raczej taką formę: "czuję wściekłość, kiedy mówisz to i to, dlatego że interpretuję to tak i tak...". Druga osoba wie wtedy, o co chodzi i nie ma strasznych niedomówień. 

W podsumowaniu napiszę jeszcze, że u nas wspólne zamieszkanie dopiero po ślubie i życie w czystości procentuje po ślubie. Nauczyliśmy się zdrowej, dobrej komunikacji. Modliliśmy się często razem i już wiemy, że z pomocą Bożą wszystko zawsze dobrze się kończy. ;) I od razu napiszę że nie, nie jesteśmy wyjątkami. Znam masę szczęśliwych małżeństw, które żyły osobo i w czystości. Po ślubie ich życie stało się jeszcze piękniejsze! :)

PS. Napisałam o moich, naszych poglądach. Szanuję, że ktoś ma inne. Jednak proszę też o szacunek dla moich. :) 

18 komentarzy:

  1. Świetny wpis! Podpisuję się pod nim rękami i nogami :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie napisane! Mam takie same doświadczenia.

    Przyjemnie się czyta, dobrze piszesz :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ok, tyle że ,,ze sobą", a nie ,,z sobą" i ,,nawzajem", a nie ,,na wzajem"
    Oprócz tego mnóstwo uogólnień w tym tekście. Trochę na zasadzie ,, szauję, ale..." Nie dla każdego życie w czystości będzie lepsze, nie każdemu sprawi wielką radość zamieszkanie po ślubie,bo po prostu są osoby, które w takiej sytuacji będą odczuwały niepewność, swego rodzaju kupowanie kota w worku.I nie jest to rodzaj żadnego testu, tylko chęć utwierdzenia się w tym,że słusznie się w coś brnie. To świetnie,że udało Wam się tak dobrać i do siebie dopasować, że jednak jesteście szczęśliwi. Należy jednak pamiętać, że życie seksualne ma ogromny wpływ na życie codzienne i wzajemne relacje. Zdarza się tak, że ludzie mają kompletnie inne temperamenty seksualne i nie są w stanie się do siebie dopasować (nawet po wielu wizytach u seksuologa), a rodzi to na dłuższą metę frustrację. Jako osoba z kilkuletnim stażem w małżeństwie i długoletnim w związku oraz doświadczeniem w pracy z ludzkimi problemami uważam, że należy jednak unikać tworzenia uniwersalnych stwierdzeń. Każdy przypadek jest inny. Pozdrawiam i życzę Wam wytrwałości i nieustającego szczęścia na dalszą małżeńską drogę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry ale Twoje argumenty o tym, że mieszkanie przed ślubem ma niby pomóc przekonać się o tym czy ludzie do siebie pasują czy nie też są śmieszne. Zazwyczaj jak młodzi ludzie ze sobą mieszkaja i sypiaja to są sobą tak zainteresowani seksualnie, że przymykaja oczy na niektóre niewłaściwe zachowania partnera poza łóżkiem i potem zbiera to pokłosie po ślubie. Po kilku latach jest rozstanie bo okazuje się, że samo łóżko to nie to czego oczekiwalo się w relacji w małżeństwie. I nie próbuj czasem udowadniać że mlodzi ludzie polaczeni łóżkiem i wspólnym mieszkaniem kierować się będą rozwagą w ocenie partnera. Po jakimś czasie ma się wspolne mieszkanie, wspólnie kupione rzeczy, wspólnych znajomych i z takiego układu trudno jest wyjść. Nie wiem skąd masz takie poglądy ale na pewno nie z prawdziwego życia. Piszę to wszystko właśnie z doświadczenia swojego i znajomych którzy są po rozwodzie. Szkoda że nam wtedy gdy podejmowalismy glupie decyzje nikt nie podeslal takiego wpisu. Wystarczyłoby zamiast na sypianiu z kimś skupić się na relacji z nim i dużo szybciej udałoby się określić jaka to rzeczywiście osoba i czy chcemy być z nią rzeczywiście całe życie. J.D.

      Usuń
    2. Nie rozumiem ataku J.D. na wpis osoby powyżej, która tylko napisała, że jest w tym tekście dużo ,,uogólnień", co jest zresztą prawdą.Nie jest też napisane o tym, że ludzie sprawdzać mają czy do siebie pasują, a jedynie o dopasowaniu seksulanym. Prawdą jest, że frustracje wynikające z niepowodzeń łóżkowych rzutują na życie codzienne, bo nie da się tego oddzielić, jeśli jest się razem i razem buduje życie. Aspekty, które zostały przez Ciebie poruszone są różnie istotne, ale również pisane z Twojej własnej perspektywy. Co do wpisu Anonima powyżej, to chyba dokonano lekkiej nadinterpretacji, ponieważ np ja osobiście wcale nie dostrzegam w tym wpisie udowadniania ,,że młodzi ludzie połączeni łóżkiem.." itd. Co więcej nie widzę w tekście tego rodzaju stwierdzeń. To jest Twoja nadinterpretacja.Podobnie wpis autorki bloga jest jej własną perspektywą, zatem podzielam po części zdanie anonima wyrażone w końcowych zdaniach, że jednak należy unikać tworzenia uniwersalnych stwierdzeń. Nie ma sensu szukać w tego rodzaju(jakże przecież osobistych dla każdego człowieka) materiach ,,prawd uniwersalnych" ale nie należy też dokonywać nadinterpretacji i atakować. Nie robi tego ani Anonim powyżej, ani sama autorka bloga, która, śmiem twierdzić-nie chce tego u siebie. Skoro autorka i większość komentujący potrafi wypowiedzieć się na poziomie, to raczej nie potrzebuje tutaj wpisów, które są zbudowane z nadintrepretacji i oparte są na rzucaniu słowami o rzekomnej ,,śmieszoności argumentów" , które tak naprawdę nawet nie zostały napisane. Można mieć swoje zdanie, interpretować coś po swojemu, ale nie należy wyrażać tego w formie ataku. To do niczego nie prowadzę. Pozdrawiam i apeluję o zachowanie szacunku wobec odmiennych poglądów innych piszących i wobec samej autorki-Aleksandry, która ma odwagę wyrażać swoje głębokie, osobiste przemyślenia na tym blogu, a zarazem jest w stanie zrozumieć, że ludzie są róźni i myślą na rożne sposoby. Nie niszczmy tego. Pozdrawiam serdecznie. DL

      Usuń
  4. Co za bzdury, po co tak wymyślać zamiast po prostu żyć z tą osobą którą się kocha i być szczęśliwym? Na wakacje nie jezdziliscie razem żeby nie spać razem a jeśli juz to w osobnych łóżkach? Litości

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po to tak WYMYŚLAĆ, żeby żyć zgodnie ze swoją wiarą. W dzisiejszych czasach jest mało ludzi, którzy są w stanie być wiernym swoim przekonaniom. Ola i Adrian to wyjątkowe osoby i uważam, że należy ich podziwiać za konsekwencje w działaniu. Obecnie młodzi ludzie są tak wygodni, że nie potrafią nawet tygodnia wytrzymać w swoim postanowieniu, np. o niejedzeniu czekolady na diecie, co dopiero żyć całe lata zgodnie z wyznawanymi wartościami... Nie mowię, że Ty jesteś niekonsekwentna/y i nie jest to żaden zarzut pod Twoim adresem (ten nastąpi później). Po prostu, warto podejść refleksyjnie do tego wpisu i zastanowić się głębiej nad samym sobą i społeczeństwem naszych czasów.
      Co do wspólnego wyjazdu na wakacje- serio wyjeżdżając na wakacje, myślisz o spaniu? ;p musisz być mega interesującym typem <3
      I jeszcze jedno. Na zakończenie Ola dodała: "PS. Napisałam o moich, naszych poglądach. Szanuję, że ktoś ma inne. Jednak proszę też o szacunek dla moich". - Uważam, że nazywanie "bzdurami" i "wymyślaniem" filozofii życia dwojga ludzi jest bardzo niegrzeczne. Prosiła o szacunek, więc go okazujmy... jeśli nie potrafisz inaczej wyrażać swojego zdania, polecam zapisać się na trening umiejętności interpersonalnych.
      Pozdrawiam, Paulina

      Usuń
  5. Bardzo dobry tekst! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. świetny tekst!! zgadzam się z Wami i życzę w Waszym Twórczym życiu!! :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Super napisane:)my również nie mieszkaliśmy przed ślubem razem i to była najlepsza decyzja w naszym życiu;)po poprawinach przyjechaliśmy jako mąż i żona do wynajmowanej przez nas kawalerki i to było coś:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Często pojawia się tutaj ta kwestia testowania kogoś itd, ale moim zdaniem to nie jest główny powód, dla którego ludzie mieszkają razem. Serio, nie znam pary, która robi to dla testu, tylKo po prostu z potrzeby BYCIA RAZEM. Tego mi w tym tekście brakuje- nie poruszasz kwestii jak ciężko czasem być w związku i non stop tęsknić, nie móc w pełni dzielić szczęścia czy smutków z drugą osobą. Opinia, że ludzie chcą mieszkać razem dla testu jest krzywdząca. W swoim pięcioletnim związku miałam trzymiesieczny epizod wspólnego mieszkania i był to najwspanialszy czas dla nas. Teraz znowu oddzielnie i jest bardzo bardzo trudno.

    OdpowiedzUsuń
  9. Na wstępie napiszę - szanuję Waszą postawę a także siłę w wytrwaniu w swoich postanowieniach.
    Ja mam odmienne zdanie na temat mieszkania razem przed ślubem, chociaż sama jestem w związku z 4 letnim stażem i jeszcze nie mieszkałam wspólnie z partnerem. Było to podyktowane różnymi przeciwnościami - nieważne. Za około 3 miesiące mamy w planach wspólne zamieszkanie - bez ślubu, nawet bez zaręczyn, ale... we własnym, zakupionym na wspólny kredyt mieszkaniu. Czy to nie dowodzi tego, że naprawdę się kochamy? Czy musimy czekać na "papier kościelny" aby wspólnie razem żyć? Każdy związek jest inny, dla nas wspólny dom od początku jest ważniejszy niż sformalizowanie związku. Rozumiem kwestie religijne, też jesteśmy osobami wierzącymi, ale nie aż w takim stopniu żeby stawiać reguły Kościoła ponad nas.
    Statystyki mówią, że osoby mieszkające ze sobą przed ślubem częściej biorą rozwód. Bzdura. Statystyki mówią także, że ja i mój Kot mamy średnio po 3 nogi. Przekładając kwestie religijne ponad dobro związku wbrew pozorom nie zawsze jest dobre. Osobiście znam kilka par, które po prostu z czasem się rozminęły, nie dogadują się, wręcz ich życie razem to horror- nieustanne krzyki, awantury.. jednak są ze sobą, bo jak to można wziąć rozwód jak przysięgało się przed Bogiem? Jesteśmy tylko ludźmi... niech każdy postępuje w zgodzie ze swoimi zasadami i kieruje się własnym rozsądkiem :) Po Prostu niech każdy będzie szczęśliwy na swój własny sposób, czego i Wam życzę ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siostro, jedziemy na tym samym wózku!
      Piszesz, że nie będzie Cie jakiś ksiądz ograniczał jakimś ślubem. A to się nazywa po prostu brak odwagi, brak odpowiedzialności i poranione serducho!
      Miłość to nie jest emocja. To decyzja! Dlatego zaślubiny są tak ważne, dają możliwość publicznego zaproszenia Boga i wziecia odpowiedzialności za tą drugą osobę na zawsze. Jeżeli widzisz w tym tylko księdza i papierek, to faktycznie jesteś tylko religijna a nie wierzaca😉
      Pozdro,Siostro!

      Usuń
    2. Zgadzam się z Anonimem. Bardzo fajnie wyraziłaś swoje zdanie. Każdy ma w życiu swoją hierarchię wartości i nikt nie może Ci mieć za złe, że nie stawiasz Kościoła ponad. Co do tych statystyk to też nie wiem skąd to, ale w miłości nie ma uniwersalnych reguł. Nie rozumiem zaruztu o brak odpowiedzialności. Zamieszkanie z kimś i rozpoczęcie wspólnego życia to odpowiedzialność tak czy siak-czy z papierkiem czy bez niego.

      Usuń
    3. Napisałam wiadomość jako anonim, bo nie miałam zamiaru brać udziału w dyskusji. Jednak z ciekawości tu zajrzałam i... żałuję.
      Żałuję, bo widzę brak tolerancji, zrozumienia i zapatrzenie w swoje poglądy. Niestety. Ja napisałam, że szanuję Twoje podejście, Ty wręcz przeciwnie (tak wnioskuję z osądu który na mnie padł).
      Czy cechuje mnie brak odwagi? Przepraszam, ale wydaje mi się to śmieszne. Czy wydanie wszystkich swoich życiowych oszczędności, po części też częściowego wkładu finansowego rodziców oraz podpisanie dokumentów kredytowych z osobą, którą kocham to oznaka braku odwagi? Myślę, że wręcz przeciwnie. Według mnie to dowód na to, że właśnie z NIM chce stworzyć wspólny dom i spędzić resztę życia. Od razu napiszę, że ślub też będzie, ale na spokojnie. Brak odpowiedzialności? Brakiem odpowiedzialności mogę także nazwać Twoją decyzję, jednak nie zrobiłam tego bo poszanowałam odmienne zdanie i życiową postawę. Poranione serducho? Kocham i jestem kochana. A to, że właśnie tworzymy nasz wspólny sprawia, że jestem naprawdę bardzo szczęśliwa.

      Pozdrawiam i życzę bardziej otwartego umysłu

      Usuń
  10. witaj,
    ja mam osobiscie zupełnie odmienne zdanie. Nie przeszkadza mi Twoje wyznanie, raczej jestem osoba, ktora jest neutralna wobec innych opinii. Na wstepnie zaznacze, ze nie jestem osoba za bardzo wierzącą , dlatego zaproszenie Boga do swojego życia nic dla mnie nie znaczy. Jednakże ślub będę miała, zapewne cywilny. Czy czekanie do slubu z zamieszkaniem ma jakis sens z mojej perspektywy? Nie. To jak ktos napisał, kupowanie kota w worku. Nie chodzi o samą relacje seksualna a wlasnie o to, ze partnera trzeba poznac z kazdej strony. Gdy jest szczesliwy, gdy jest zły, i wtedy gdy mam okres i jestem poddenerwowana -jak zareaguje czy moze bedzie stronił ode mnie takiej prawdziwej, bez zadnej maski. Mysle, ze w mojej sytuacji czekanie do slubu nie spowodowaloby , ze bardziej bedziemy sie kochać- gdy wreszcie zamieszkamy tylko, bedzie powodowac niepewnosc i frustracje. Uwazam, ze mieszkanie bez slubu jest swietnym czasem docierania sie i dopasowywanie i w tym nie ma nic zlego, bo kazdy z nas jest inny.. tez nie czuje sie tym zhanbiona, wydaje mi sie to naturalne. Osobiscie, teraz po 2 latach mieszkania na tzn :kocia lape: jestem pewna, ze chce zwiazac sie na stałe i sformalizowac zwiazek . Nie chciałabym rozczarować siebie i kogoś- a slub jest waznym wydarzeniem dlatego trzeba podchodzic do niego z rozwaga. I oczywiscie kontakty intymne sa wazne i temperament odgrywa znacząco role. To nie jest "widzi mi sie" tylko potrzeba fizjologicza, która jest naturalna i nie mozna jej demonizować.
    pozdrawiam M

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękny wpis pozdrawiam serdecznie ��

    OdpowiedzUsuń
  12. Olu, zgadzam się z Tobą w 100%. Gdybym mogła cofnąć czas, to zrobiłabym wszystko po Bożemu. Tak jak planowałam, jak byłam młodsza. Życie niestety potoczyło się inaczej i teraz dopiero zauważam jaką wielką szkodę wyrządziliśmy sobie nawzajem z mężem ( zamieszkalismy razem po ślubie cywilnym. Mam nadzieję, że niedługo weźmiemy ślub kościelny jeśli taka jest wola Pana Boga).

    Pozdrawiam serdecznie
    February_girl


    OdpowiedzUsuń